Z Ilse skontaktowałem się po raz pierwszy na początku 2015 roku, dzięki pomocy United States Holocaust Memorial Museum. Miała wtedy niemal 90 lat i jak na swój wiek bardzo sprawnie posługiwała się komputerem, rozmawialiśmy poprzez e-maile. Na podstawie wielu korespondencji, jeszcze w tym samym roku, napisałem serię artykułów dotyczącą historii żydowskich mieszkańców miasta, zatytułowaną "Przedwojenne wspomnienia zza oceanu". Dzięki temu mogliśmy spojrzeć na miasto, które doskonale znamy z innej, chociaż wbrew pozorom nie tak bardzo odległej, perspektywy.

Ilse z koleżanką Renate Glogowsky, rok 1931 lub 1932, przedwojenna Oława
Historia ludzi i miejsca
Fascynujące było odnajdywanie wspólnych elementów z jej opowieści z tym co znamy - łączących przeszłość z teraźniejszością. Już w jednej z pierwszych wiadomości zapytała, czy oławski ratusz przetrwał wojnę, i czy nadal można podziwiać, jak kogut goni kurę obok zegara. Wspominała, gdy jako mała dziewczyna z mieszkania rodzeństwa jej babci przy rynku, z zachwytem oglądała figury zamontowane na wieży. Dzisiaj, 100 lat później, dzieci z takim samych entuzjazmem mogą obserwować ten sam spektakl.
Przywoływała też organizowane przez miejscowy regiment huzarów efektowne parady, które obecni mieszkańcy miasta mogą znać jedynie z kilku pocztówek i zachowanych zdjęć.

Ilse wraz z kuzynem w Ohlau, lata trzydzieste XX wieku
Opowiadała o swoich najbliższych, nikomu już tutaj nieznanych. Tych, którzy mieszkali w przedwojennej Oławie, prowadzili biznesy, zakładali rodziny. Wielu z nich spoczywa na cmentarzu żydowskim. Przywołała historię cioci, której nigdy nie poznała - Julii Schleyer. Kobieta w 1919 roku rzuciła się do Odry i utopiła, ponieważ jej ojciec nie akceptował miłości do nieżydowskiego huzara. Dopiero kilka lat po poznaniu tej historii odnalazłem w innych źródłach potwierdzenie, że rzeczywiście Julia jest pochowana na oławskim cmentarzu żydowskim i odnalazłem, pomimo braku macewy, dokładne miejsce jej spoczynku.
Ilse wspominała, jak w czasie jednych wakacji słyszała strzały przy placu Zamkowym i musiała schować się w domu, to najpewniej była tak zwana Oławska Krwawa Niedziela z 10 lipca 1932 roku, podczas której doszło do poważnych starć pomiędzy hitlerowcami a sympatykami lewicy i Reichsbanneru. Wtedy zginęło dwóch członków SA.
Od Ilse dowiedzieliśmy się też, jak nazistowskie władze Niemiec stopniowo wykluczały Żydów z życia społecznego i nawet dzieci to odczuwały. W końcu podzieliła się dramatyczną historią rozstania z rodzicami w 1939 roku, a zamordowanymi podobnie, jak większość rodziny w czasie wojny. Ona przeżyła, bo ojciec i matka podjęli decyzję, że swoje jedyne dziecko wyprawią samotnie w podróż do Wielkiej Brytanii. Zrobili to w ostatnim możliwym momencie. Później Ilse znalazła swoje miejsce w USA. Tam poznała George`a Sakheima, również pochodzącego z Niemiec, który służył w amerykańskim wywiadzie wojskowym, wylądował w Normandii, a później pracował jako śledczy i tłumacz symultaniczny podczas procesów norymberskich. Wspólnie z nim miała dwójkę dzieci.

Ilse i jej kuzyn Heinz. Zdjęcie wykonano pod koniec 1932 roku niedaleko mostu przy obecnej ulicy Strzelnej
Szczegółową historię Ilse oraz jej najbliższych z naciskiem na czasy przedwojenne można poznać w II tomie "INNYCH ludzi powiatu oławskiego".
Jeszcze długo korespondowaliśmy
Po publikacji artykułów nie zerwaliśmy kontaktu. Jakiś czas później wspólnie z redakcją przygotowałem dla niej paczkę, w podzięce za podzielenie się swoją historią, w której oprócz gazet wysłaliśmy różne gadżety i książki związane z Oławą. Ilse była zachwycona.
Do 2023 roku, za pomocą e-maila, rozmawiałem z nią na różne tematy, raczej nie związane z historią. Wtedy też przestała odpisywać. Od kogoś z jej rodziny dowiedziałem się, że Ilse jest w trakcie przeprowadzki do domu spokojnej starości. Dostałem numer telefonu, ale już nie zadzwoniłem.
Przeżyła ponad 100 lat
W połowie kwietnia tego roku sięgnąłem po raz kolejny do wspomnień Ilse i przy tej okazji postanowiłem wpisać jej imię i nazwisko w wyszukiwarce internetowej. Okazało się, że odeszła nieco ponad dwa miesiące wcześniej, w wieku 100 lat.
Czytając tekst wspomnieniowy, dowiedziałem się jeszcze innych rzeczy na jej temat, o których nigdy nie opowiedziała.
Ilse Sakheim jako licencjonowana pracowniczka socjalna dbała o zdrowie psychiczne wśród mieszkańców Nowego Jorku. Ponadto przez całe swoje życie broniła mniejszości. Sama doświadczyła prześladowań, więc starała się pomagać wszystkim marginalizowanym i uciskanym. Współtworzyła wiele organizacji pomocowych i działała w ich strukturach. Brała udział w niezliczonej ilości demonstracji i protestów. W ramach swojej działalności na rzecz praw obywatelskich poznała dr. Martina Luthera Kinga Jr. i była obecna podczas Marszu na Waszyngton, podczas którego wygłosił on przemówienie "I Have a Dream".

Ilse i jej mama Sophie. Zdjęcie wykonane w 1926 lub 1927 roku, prawdopodobnie w Ohlau
Protestowała przeciwko każdej wojnie od Wietnamu po Irak, a ostatnio przeciwko ludobójstwu w Palestynie. Mając 96 lat ostatni raz brała udział w wiecu zorganizowanym przez ruch Black Lives Matter. Zawsze wspierała kobiety w walce o równość.
Uwielbiała naturę i czerpała radość ze swojego ogrodu, pielęgnując kwiaty z troską i cierpliwością. Dbała o środowisko i naszą planetę. Kochała teatr, balet i symfonię, a także była zapaloną czytelniczką książek. Uwielbiała także podróżować i posiadała rozległą wiedzę o wielu krajach i ich kulturach.

Ilse Sakheim razem z córką Ruthie
Ilse Sakheim, z domu Oschinsky, urodzona w dzisiejszym Grotkowie, 14 sierpnia 1925, która przed wojną bardzo dużo czasu spędzała w Oławie, odeszła 8 lutego 2026 roku na przedmieściach Filadelfii w stanie Pensylwania w USA. Tak mocno wierzyła w siłę edukacji, medycyny i nauki, że jako swój ostatni dar dla innych ludzi podarowała własne ciało Philadelphia College of Osteopathic Medicine z nadzieją, że pomoże przyszłym lekarzom w nauce anatomii.
Ceremonia upamiętnienia jej życia odbyła się 2 maja 2026 roku. Rodzina poprosiła mnie, abym przygotował przemowę, którą podczas tego wydarzenia odczytała w moim imieniu wnuczka Ilse.
autor: Piotr Turek
*
List odczytany podczas ceremonii pożegnania Ilse Sakheim
Urodziłem się i wychowałem w Oławie - małym miasteczku na zachodzie Polski, które dziś liczy blisko 35 tysięcy mieszkańców. Przed II wojną światową była to niemiecka Ohlau. To zaledwie 30 kilometrów od Grodkowa (Grottkau), gdzie w 1925 roku przyszła na świat Ilse. Z Ohlau pochodziła jej mama Sophie, tutaj mieszkali dziadkowie Rosalie i Ismar Schleyer, a także inni członkowie rodziny. Ilse jako mała dziewczynka spędzała w tym mieście bardzo wiele czasu – szczególnie podczas dni wolnych i wakacji. Doskonale znała Ohlau i ludzi tu mieszkających.
Na początku 2015 roku na stronie internetowej United States Holocaust Memorial Museum odnalazłem kilka zdjęć wykonanych przed II wojną światową w niemieckiej Ohlau. Szczególną uwagę zwróciłem na utrwaloną na nich Sophie Oschinsky, o której wspominałem już kilka lat wcześniej w swojej pracy końcowej przygotowanej podczas studiów w Państwowym Muzeum Auschwitz Birkenau. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że miała ona córkę i będę miał przyjemność z nią rozmawiać...
Ponieważ interesuję się historią XX wieku oraz stosunkami polsko-niemiecko-żydowskimi, postanowiłem dowiedzieć się nieco więcej o zdjęciach. Gdy okazało się, że osoba, która je udostępniła, zgodziła się ze mną porozmawiać, byłem bardzo szczęśliwy. Tak poznałem Ilse.
Kontaktowaliśmy się poprzez e-maile. Zadawałem mnóstwo pytań, a Ilse z ogromną cierpliwością opowiadała mi o wszystkim, niczego nie pomijając. Byłem zafascynowany jej wspomnieniami. Przywoływała dawny obraz miasta, które nas łączyło, oraz ludzi, o których, poza nią, nikt już nie pamiętał. Dzięki niej, bohaterowie tych opowieści, jej bliscy i znajomi, zostali przypomniani i uczczeni, a pamięć o nich mogła zostać ocalona i zachowana dla kolejnych pokoleń.
To było niesamowite odkrywać ich historię, zupełnie obcą dla obecnie żyjących tu Polaków. W Oławie nikt nie znał mieszkających tu przed wojną Żydów, z których większość zamordowano. A Niemcy, którzy mogliby i chcieliby ich pamiętać, dawno stąd odeszli. Jedynym namacalnym świadectwem po mieszkających tu niegdyś Żydach jest cmentarz, na którym są pochowani m.in. dziadkowie Ilse oraz jej ciocia Julia, chociaż nie zachowały się ich nagrobki.
Myślę, że i Ilse była bardzo szczęśliwa mogąc podzielić się swoimi przeżyciami i na chwilę wrócić do lat dzieciństwa. Oczywiście rozmawialiśmy też o bardzo trudnych dla niej przeżyciach. Traumatycznych prześladowaniach, antysemityzmie, rozstaniu z rodzicami, wojnie, a także jej późniejszych losach. Ilse doskonale wiedziała do czego prowadzi nienawiść do drugiego człowieka i podkreślała dlaczego powinniśmy mimo różnic okazywać sobie szacunek i podejmować dialog.
Na podstawie wielu naszych rozmów ukazała się w lokalnej gazecie seria artykułów, zatytułowana "Przedwojenne wspomnienia zza oceanu". Jakiś czas później całość opublikowano w książce "INNI ludzie powiatu oławskiego", w której przybliżamy życiorysy osób, których losy są wyjątkowe i warte opowiedzenia. Dzięki temu historia Ilse i jej najbliższych pozostanie dostępna dla każdego, kto zechce ją poznać. Sam też często wracam do tych tekstów, bo to skarbnica wiedzy o żydowskich mieszkańcach przedwojennej Oławy.
Po publikacji artykułów nie zerwaliśmy kontaktu. Wymienialiśmy się wiadomościami jeszcze przez kilka kolejnych lat. Rozmawialiśmy o wielu różnych rzeczach. Można powiedzieć, że zaprzyjaźniliśmy się...
Ilse w jednej z pierwszych wiadomości zapytała mnie, czy oławski ratusz przetrwał wojnę. Gdy odpowiedziałem, że tak, ucieszyła się, bo jako mała dziewczynka z zafascynowaniem obserwowała jak na jego wieży, obok zegara, figura koguta goni kurę. Dziś pracuję w tym samym ratuszu, a na niego i na te same figury spogląda moja kilkuletnia córka, zachwycona tym samym widowiskiem. Ten niezmienny taniec figur, symbolizujący życie i trwający ponad pokoleniami, przypomina mi, jak kruche jest nasze istnienie i jak wiele zależy od pokoju, którego Ilse tak bardzo pragnęła. Marzyła o świecie bez wojen, w którym każde dziecko mogłoby patrzeć w przyszłość z beztroską ciekawością. I mam poczucie, że swoimi opowieściami oraz postawą Ilse zrobiła wszystko, co mogła, by taki świat był choć odrobinę bardziej możliwy.
Jestem dumny, że mogłem ją poznać.
Piotr Turek

Napisz komentarz
Komentarze